Rozdział trzeci?

- Ja zostanę- rzucił Orcus.- I tak ktoś musi pilnować bramy.
Skinęłam głową. Jeśli zaszłaby taka potrzeba przybyłby do wioski szybciej niż ktokolwiek inny, a poza tym i tak nasza zmiana niedługo się kończyła.
Loki zaciągnął paimonie truchło do windy, którą zjeżdżało się pod ziemię.
- Piętnaście minut- rzuciłam z uśmiechem.- Dasz radę?
Skinął głową. Weszliśmy do windy.
W tym czasie rozległo się pukanie do bramy.
- Czego?- warknął zwyczajowo Orcus.
- Orcus na bramie?- zdziwił się ktoś z drugiej strony.- Wróciliśmy.
- To Piąty Oddział Pustynnych Węży- wyjaśniła Mara.- Wychodzili kilka godzin temu.
Orcus podszedł do żelaznego uchwytu i pociągnął go w górę. Brama otworzyła się. Przez szczelinę weszło do środka czterech mężczyzn. Każdy z nich miał za pasem krótki nóż, a przy pasie długi, ciemny bat.
- Neto!- ucieszył się wysoki granatowowłosy.
Farbowane włosy na kolor, który w przeszłości uznanoby za nietypowy, nie były czymś dziwnym.
Uśmiechnęłam się.
- Coyote, kopę lat!
Coyote przyjrzał się naszej zdobyczy, teraz zalegającej w windzie i gwizdnął z podziwem.
- Takiego okazałego cielska to już dawno nie widziałem martwego. To wasza sprawka?- spytał.
- A czyja miałaby być?- spytał Carter z uśmiechem.
Carter traktował Coyote'a jak starszego brata. Nic w tym dziwnego- wychowywali się razem.
- A wy coś upolowaliście?- spytała Mara.
Coyote z dumą pokazał jej grupkę pokaźnych Chaców.
- W sumie to upolowaliśmy je niecały kilometr od bazy. Ciekawe, co tu robiły...
- Nie mam pojęcia- Carter zaśmiał się zakłopotany.
Coyote przyjrzał mu się uważnie.
- Serio? No nieważne. Padam na ryj.
- My też musimy wracać- rzucił Loki.
Skinęłam głową.
Cały Oddział Pustynnych Węży wszedł do windy. Dołączyli do nich Loki i Mara.
- Na pewno dasz sobie radę?- spytałam Orcusa.
- Jasne- rzucił.- Idźcie już.
Stanęłam obok Coyote'a i Cartera. Mara wcisnęła przycisk z napisem "BAZA" i usłyszeliśmy ciche piknięcie.
Orcus podszedł do bramy i zrzucił ją na piasek. Jednak nie zamknęła się. Przeszkodził jej w tym dość pokaźny Chac, a właściwie jego ogon. Chwilę potem do środka wsunęła się jego głowa i z sykiem wpełzł do  wartowni. Orcus chwycił swój trójząb i nabił na niego Chaca.
- Uciekajcie!- krzyknął.
Nie mogłam zostawić swojego człowieka na pastwę potworów. Zrobiłam krok do przodu.
- Ja pójdę- powstrzymał mnie Carter, po czym zwrócił się do swojego brata.- Pilnuj jej.
Wyskoczył z windy i wepchnął na swoje miejsce zdezorientowanego Orcusa. W tym czasie do środka zaczęły wpełzać inne stwory. Wśród nich był Ukko- pół lis- pół orzeł.
- CARTER!- krzyknęłam ze łzami w oczach.
Te potężne monstra były nie do pokonania w pojedynkę, niezależnie od poziomu wojownika.
Coyote złapał mnie w pół.
- Musisz uciekać- powiedział.
Jemu też było trudno zostawić Cartera. Zrezygnowana przestałam się rzucać.
Carter odwrócił się z uśmiechem na ustach.
W tym momencie zamknęły się drzwi windy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz