Prolog?

Od wieków ludzie żyli w błogiej nieświadomości.
Nie wiedzieli, co tak naprawdę skrywa świat.
Jednak po upływie tysięcy lat uświadomili sobie głupotę swojego postępowania.
Ale było już za późno.
Stało się to, czego obawiali się wszyscy naukowcy XXI wieku.
Planeta Ziemia obumarła, a na jej powierzchnię wypełzły wszystkie ludzkie grzechy.

***

Pojedyncze oddziały patrolowały te tereny odkąd pamiętam. A tak się składa, że pamiętam sporo, bo nic się tu nigdy nie dzieje... No, prawie nic. Czasem tylko pojedyncze jednostki genetycznie zmutowanych zwierząt, które w przeszłości pouciekały z laboratoriów, zawędrują przypadkiem w tę okolicę. A poza tym to nic ciekawego.
Rutyna, jaką stało się patrolowanie rozległych pustyń i ogromnych kraterów, stała się tak nudna, że już bardziej nie może. Jedyne, co mnie tu jeszcze trzyma to fakt, że jako córka jednego z "generałów" nie mogę sobie pozwolić na pozostawienie plemienia. Poza tym jestem jedną z najlepszych, a utraty kogoś takiego jak ja moi ludzie nie znieśliby.
A no tak... Zapomniałam się przedstawić. Ale tak naprawdę, to nie jestem nikim szczególnym. Jestem Neto Rohkea, ukochana córka jednego z Siedmiu Generałów Nowego Świata, przywódca Drugiego Oddziału Dzieci Pustyni, jeden z najlepszych wojowników. A tak poza tym wszystkim, to jestem zwykłą nastolatką. Długie jasne włosy zazwyczaj upinam w wysoką kitkę. Ponad to szarooka, piegowata, naznaczona licznymi bliznami, będącymi pamiątkami po potężnych przeciwnikach.
Tego dnia odbywał się mój 4718 z kolei patrol. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale na takim nudnym zadupiu pamięta się nawet ilość wart. Z początku nic się nie działo, jednak powietrze pachniało inaczej niż w zwyczajną noc.
- Zwołaj wszystkich- rozkazałam Orcusowi, po czym zaczęłam nasłuchiwać.
Coś się zbliżało.
I to się czuło.
Nagle powietrze przeszył wściekły ryk, a zza wydm wyłoniły się czarne, kręcone rogi.
Jeden rzut oka wystarczył, aby rozpoznać wroga.
- Paimon- krzyknęłam.
Drugi Oddział Dzieci Pustyni uwijał się jak nigdy. Ale nie ma co się dziwić. Paimony to potężne bestie powstałe ze skrzyżowania pantery z bykiem. I tylko one posiadały ostre, czarne jak noc rogi, które w ich rękach (a w tym wypadku kopytach) tworzyły śmiertelną broń.
Obok mnie ustawił się szereg moich podwładnych. Każdy z nich był wyjątkowy i posiadał specjalne umiejętności. Taki na przykład Orcus był cieniem- poruszał się bezszelestnie, dzięki czemu był idealnym łącznikiem.
- Carter, broń- rzuciłam do wysokiego, ciemnowłosego chłopaka.
Podał mi długi karabin o szerokiej lufie. Ułożyłam go wygodnie na ramieniu i wycelowałam.
- Loki- zawołałam mojego informatora.- Co wiemy o Paimonach?
Chłopak zastanowił się chwilę, przeszukując swoje bazy danych.
- Skrzyżowanie pantery i byka, silne pazury przednich łap, ostre rogi, brutalna siła, zazwyczaj atakują samodzielnie, słabym punktem są tylne łapy i ogon- wyrzucił jednym tchem.
Skinęłam głową na znak, że wystarczy.
Paimon był coraz bliżej. Z tej odległości dało się odnotować więcej szczegółów na jego temat.
Była to może siedmioletnia samica. Zawędrowała tu prawdopodobnie w poszukiwaniu swojego stada, od którego odłączyła się prawdopodobnie na łowy.
Obrałam na cel tylne lewe kopyto i wystrzeliłam z charakterystyczną dla mnie precyzją.
Kula dosięgła celu.
Samica zawyła, po czym bezwładnie opadła na piach.
- Super- rzucił Carter.- Kolacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz