Po góra kilkunastu minutach dotarliśmy do potężnej żelaznej bramy z namalowanym zamkniętym okiem. Carter rozejrzał się po piaszczystych wzgórzach, po czym kopnął w bramę. Oko otworzyło się.
- Czego?- spytał zirytowany głos.
- Wróciliśmy- rzuciłam.
Usłyszeliśmy westchnięcie i ciche zgrzyty. Po chwili oko ponownie zamknęło się, a brama podjechała do góry. Zrzuciłam Paimona na piach i wsunęłam go w szczelinę. Natychmiast rozległ się pisk.
- Mara, to już nie żyje- uspokoiłam ją.
Mara zaklęła cicho.
- Wchodźcie- warknęła.
Cała nasza czwórka przecisnęła się pod bramą. Orcus wciągnął naszą zdobycz, po czym opuścił wrota.
- Zamknij dobrze- polecił mu Loki.
Mara patrzyła na nas uważnie, oczekując wyjaśnień.
- Spotkaliśmy grupkę Chaców (skrzydlatych węży)- wyjaśniłam.- Nic poważnego, ale uciążliwe są.
- Szczególnie w środku- dodał Carter z tym swoim uśmieszkiem.
- A tak poza tym, to jak się udał obchód?- spytała wyraźnie niezadowolona z tego, że musiała zostać.
Wyszarpnęłam nóż z truchła.
- O jednego Paimona mniej- rzuciłam.
Od razu krew zaczęła lecieć. Podeszłam do wysokiej półki i zdjęłam czarne pudełko.Po chwili poszukiwań, wyciągnęłam z niego kilka długich probówek z korkiem. Rzuciłam je Lokiemu, który złapał je w locie i zaczął odciągać do nich krew Paimona.
W tym samym czasie Carter wyjął swój nóż i zaczął odcinać rogi oraz rozcinać skórę. Sierść Paimonów była czarna jak noc, jednak ich skóra biała w ciemne łaty. Były one jedną z wielu anomalii naszego świata.
Musieliśmy jak najszybciej uporać się z robotą, ponieważ krew zaczęła już tracić swoje właściwości, a skóra nasiąkła wilgocią i rozciągnęła się lekko. Gdy skończyliśmy, rozległo się stukanie do drzwi.
- Czego?- warknęła Mara.
- Ma- rozległo się.
Dziewczyna cofnęła się momentalnie. Do jej oczu napłynęły łzy.
- Ma-ra...
- To... Amon.
Jej ręka mimowolnie powędrowała do uchwytu bramy.
- Nie rób tego- ostrzegł ją Carter.
- Ale... Amon wrócił!
Carter podszedł do niej i złapał ją za nadgarstek. Był spokojny i wiedział, co robi. O niej nie można było tego powiedzieć. Jej warga drżała, a oczy wyglądały jakby zrobiono je ze szkła.
- Nie rób tego- powtórzył.
- Ma-ra- rozległo się ponownie.
- Oj zamknij się!- krzyknął Carter, kopiąc bramę.
Po drugiej stronie coś syknęło.
- Słyszysz?- spytał wściekły Carter.- Słyszysz syk twojego Amona? To NIE jest Amon!
Mara opuściła głowę.
- Przepraszam- wyszeptała.- Oficerze!- zwróciła się do mnie.- Proszę o natychmiastowe odsunięcie od służby!
Jej determinacja i nagła prośba zaskoczyły mnie.
- Odmawiam.
- A-ale... Zagrażam członkom oddziału... Przez moją nieuwagę prawie...
- Ale do tego nie doszło- przerwałam jej.- Co to było, do cholery?
Loki zamyślił się. Na jego czole pojawiła się mała zmarszczka, co świadczyło o tym, że przeszukuje swoje dane. Można było na nim polegać jeśli w grę wchodziły jakiekolwiek dane.
- Wydaje mi się, że to bardzo rozwinięty Hati. Tylko one potrafią naśladować ludzkie głosy. Tylko, że...
- One nie syczą- dokończył Carter.
Loki skinął głową, wprawiając w ruch swoje złociste włosy. Jasne włosy były rzadkością. Dlatego był z nich taki dumny.
- Więc musiało to być coś innego. Dopuszczalna jest też możliwość krzyżówki Hatiego z chociażby Jigarem.
Orcus zbladł.
- Ale to by oznaczało, że jeśli dostałby się do środka...- zaczął.
- Wymordowałby nas i całą wioskę- dokończyłam.
Żadne z Dzieci Pustyni nie spotkało nigdy Jigara, jednak wiedzieliśmy, że istoty takie jak one nie miały prawa istnieć. Były po prostu zbyt potężne, więc połączenie ich z jakimkolwiek innym monstrum było nie o pomyślenia.
Zacisnęłam zęby na samą myśl o tym, że nasza podziemna wioska mogłaby kiedykolwiek przestać istnieć.
- Nie wiem jak wy, ale spadam stąd- rzucił od niechcenia Carter.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz