Rozdział piąty?

Wyczerpani po walce wyszliśmy z windy. Do Cartera od razu podbiegła grupka przejętych dziewczyn. Poszukałam wzrokiem Mary, Lokiego i Orcusa, aby podziękować im za pełnioną służbę, ale nigdzie ich nie było.
Nagle poczułam jak coś włochatego wspina mi się po nodze. Schyliłam się i podniosłam wyrośniętą tchórzofretkę
- Musisz go jakoś nazwać- rzuciłam do Cartera, ignorując pełne nienawiści spojrzenie jego "fanek".
- Fred- odparł obojętnie.
- Fred? Czemu Fred?
Wzruszył ramionami.
- A czemu nie?
- W sumie racja- stwierdziłam.
W tym czasie Fred wdrapał mi się na ramię i wskoczył na Cartera. Posiadał geny latającej wiewiórki.
- Czemu się z żadną nie umówisz?- spytałam po chwili, wskazując głową odchodzący tłum.- Miałbyś spokój.
- Umówiłbym się, ale muszą ją lubić Coyote i Fred...
Zachichotałam.
- Kto by pomyślał, że komuś takiemu jak ty dziewczynę wybierać będą przyszywany starszy brat i tchórzofretka?
- W tym problem- westchnął.- Coyote lubi praktycznie wszystkie dziewczyny, za to Fred nie lubi żadnej.
Fred prychnął, na co roześmialiśmy się i ruszyliśmy w stronę magazynów.
- Neto!
Rozejrzałam się. Za nami biegł Saamed- wierny lizus mojego ojca.
- Coś się stało?- spytałam.
- Ojciec chce cię widzieć- odparł zdyszany.
Ruszyliśmy za nim. Gdy doszliśmy do białego budynku, Saamed wszedł do środka, każąc nam czekać. Po chwili wyszedł na zewnątrz.
- Możesz wejść- rzucił.
Carter ruszył za mną.
- Ty nie- rzucił Saamed.
Carter obrzucił go pogardliwym spojrzeniem, po czym zignorował jego zakaz i wszedł do środka.
Czekał tam na nas mój ojciec i jeden z Siedmiu Generałów Nowego Świata- Fene Rohkea. Siedział dumny i patrzący na otaczających go ludzi z pogardą i uczuciem wyższości. Ale taki powinien być Generał. Jednak mój ojciec był taki tylko pozornie. Wystarczyło, że się odezwie, a czar pryśnie. Tak było i tym razem...
- Neto, córciu! Usiądź, proszę- jego twarz rozpromieniła się.- Jak tam warta?
Wykonałam jego prośbę i usiadłam w wielkim, pasiastym fotelu.
- Mogło być lepiej.
Uśmiechnął się.
- Słyszałem, że upolowaliście niezłą sztukę...- urwał.- Carter, chłopcze! Jak ja cię dawno nie widziałem.
- Ja pana również, sir.
Po tych słowach zapadła cisza.
- Dlaczego nas wezwałeś?- spytałam w końcu.
Ojciec westchnął.
- Wiem, że nie łatwo jest tobie rozmawiać o tym ze mną, ale... Muszę odsunąć cię od służby...
Zerwałam się z fotela.
- CO?! Nie możesz tego zrobić!
Carter położył mi dłoń na ramieniu.
- Doszedłem to wniosku, że walka poza wioską jest zbyt niebezpieczna i mógłbym cię stracić...
- Więc lepiej kazać mi tu siedzieć i gnić wśród dziewczyn, które mnie nienawidzą, bo zadaję się z chłopakiem, który im się podoba?! Dziękuję bardzo, ale nie!
- Skąd taka decyzja, sir?- spytał spokojnie Carter.
- Doszły mnie słuchy, że Ukko i grupka Chaców dostały się do wartowni i wasza dwójka została, aby je pokonać. Dlaczego to zrobiliście?
Ojciec był zły.
- To jedyne wyjście z wioski. Jeśli by tam zostały, to unieruchomiłoby to nas na dłuższy czas- wyjaśniłam.
- To nie jedyne wyjście- odparł Fene, po czym dotarło do niego, co tak właściwie zrobił.
- Kto pilnuje tego drugiego?- spytał Carter.
- Oddział Coyote'a.
Carter podszedł do drzwi.
- Mogę odejść?- spytał.
Fene skinął głową, po czym Carter wyszedł z pomieszczenia i ruszył w sobie tylko znanym kierunku.
Poczułam coś w okolicy nóg. Otarło się o mnie, po czym wskoczyło mi na kolana. Jedną ręką pogładziłam Freda po jego miękkim futerku.
- Nie możesz mi tego zrobić- wyszeptałam.
- Neto... Martwię się o ciebie.
Westchnęłam.
- Wiem, ale... Służba jest dla mnie wszystkim. To przez nią poznałam Cartera, Lokiego, Orcusa, Marę, Coyote'a i całą resztę...
- Nie odsunę cię od służby, jeśli przyrzekniesz mi, że będziesz ostrożna.
Uśmiechnęłam się.
- Obiecuję... Tato.
Wstałam z fotela i wybiegłam na zewnątrz, mijając zdezorientowanego Saameda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz