Jednym ruchem wyszarpnęłam nóż i wbiłam go między drzwi. Te otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. W jednej chwili znalazłam się na zewnątrz i nie zważając na sprzeciwy Coyote'a pobiegłam od Cartera.
- Co ty tu jeszcze robisz?- syknął, odpychając kły Chaców.
- Jeśli bym cię zostawiła samego, to jakim byłabym dowódcą?
Uśmiechnął się, po czym odwrócił się do Coyote'a.
- Zabierz ich na dół.
Mężczyzna skinął głową i wcisnął ponownie przycisk. Drzwi zamknęły się z cichym klaśnięciem.
W tym czasie odepchnięte przez Cartera Chaki podfrunęły ponownie. Wyciągnęłam zza pasa dwa noże z hartowanej stali. Carter odpiął od swojego pasa długi, ciężki łańcuch, który nie służył tylko do ozdoby. Zamachnął się nim i kilka pierwszych mutantów poleciało w tył.
- Musimy je stąd wypchnąć.
Skinęłam głową.
Podbiegłam do windy i szybkim ruchem złapałam leżący przed nią trójząb Orcusa. Carter machał łańcuchem, odpędzając napastników. Po chwili Chaki uciekły zniechęcone. Pozostał tylko Ukko. Przyglądał się naszym zmaganiom z zainteresowaniem. W jego oczach krył się niezrozumiały dla mnie płomień. Carter zamachnął się i zdzielił go łańcuchem między oczy.
- Neto! Nóż!- krzyknął.
Otrząsnęłam się i rzuciłam jednym z noży. Niestety, Ukko uchylił się, więc ostrze wbiło się w jego kark, prawie go nie raniąc. Syknął rozdrażniony.
- Co ty robisz?- spytał Carter.
- Nie mam pojęcia- odparłam, rzucając drugi nóż.
Tym razem trafiłam w cel. Ukko warknął, po czym zlizał krew, ściekającą z jego czoła.
- Jakim cudem?- głos mi się załamał.
Powinien paść na ziemię jak długi, abyśmy mogli wywalić jego śmierdzące truchło ze środka i zostawić je na pastwę Choców. Jednak on tam stał, jakby nic się nie stało. Stałam jak zahipnotyzowana, wpatrując się w jego wielkie, szare oczy. Poczułam lekkie uderzenie w policzek.
- Kurde, Neto. Nie dość, że mnie nie słuchasz, to jeszcze przechodzisz na ciemną stronę mocy?
Uśmiechnęłam się.
Carter podbiegł do Ukko i owinął łańcuch wokół jego szyi. Drugą ręką chwycił mój nóż i wbił go mocniej, aż do mózgu zwierzęcia. Rozległ się przeraźliwy ryk.
Przerażona spojrzałam na Cartera. Był dużo szybszy i zwinniejszy niż zazwyczaj. On coś ukrywał.
- No- rzucił z ulgą.- Już koniec.
W ciszy pomogłam mu wyrzucić martwe ciało poza teren wartowni.
- Wracajmy do domu- wyszeptałam, gdy upewnił się, że brama jest dobrze zamknięta.
Skinął głową, po czym pozbieraliśmy leżącą wokoło broń i weszliśmy do windy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz