Rozdział siódmy?

Od razu usłyszałam sygnał alarmu. Szybkim krokiem podeszłam do Lokiego.
- Co się dzieje?- spytałam.
Loki spojrzał na mnie. Był strasznie blady.
- Wrócił Jomuel- wyszeptał prawie bezgłośnie.
Jomuel to mój starszy brat, który dwa miesiące temu wyruszył na Długą Służbę. Polega ona na tym, że samotny wojownik (w sumie to może to też być grupa wojowników, ale nieważne) wyrusza na Powierzchnię w celu odkrywania nowych terenów łowieckich lub innych miejsc. Ogółem- bardzo niebezpiecznie i marne szanse na powrót do domu. Jednak wybitni wędrowcy powracają. Jednym z nich jest Jomuel. Stał teraz na głównym placu, dumny, obojętny i oświetlony reflektorami, które włączano tylko w ważnych momentach. Przy placu zebrała się grupka ludzi.
- Kto stoi przy bramie?- spytałam, omiatając tłum spojrzeniem.
Wszystkie grupy były obecne tutaj. Brakowało jedynie Cartera, ale on nigdy nie brał udziału w takich wydarzeniach.
Loki wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia.
No tak. Nasza warta się skończyła, więc nikogo już nic nie obchodziło. Westchnęłam, po czym podeszłam do ojca.
- Patrz! Patrz!- jego twarz promieniała.- To mój synek!
- Tato... Proszę cię. Nie kompromituj się- rzuciłam.
Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Pomyśl, co by się działo, gdyby Jomuel poprowadził grupkę wyszkolonych wojowników.
- Śmierć.
Fene prychnął.
- Po kim ty masz taki pesymistyczny charakter?- spytał.
- Na pewno nie po tobie- rzuciłam z przekąsem.
- Ale na serio się zastanów. Wspaniały wojownik po dwumiesięcznej Długiej Służbie, prowadzący w bój czteroosobową grupkę najlepszych wojowników naszej wioski...
- Czteroosobową?- zdziwiłam się.
W naszej wiosce nie było aż tylu ludzi, żeby stworzyć taki oddział.
- No tak. Loki, Orcus, Mara i Carter to cztery osoby...
- Ale to mój oddział!- krzyknęłam.
Parę osób spojrzało na nas zdziwionych. Wśród nich rozległy się szepty. Nie dziwię im się. W końcu... Niezbyt często kłóciłam się z ojcem.
- Neto, rozmawialiśmy już o tym. Jesteś kobietą, a do tego córką Generała. Nie możesz się tak narażać...
- Powiedz to swojemu pierworodnemu- rzuciłam zbyt cicho, żeby usłyszał.
Cofnęłam się, chcąc odejść, jednak koś stał za mną i uniemożliwił mi ucieczkę.
- Żądam pozwolenia na odbycie Długiej Służby- usłyszałam.
Odwróciłam się momentalnie i zaparło mi dech w piersiach.
- Proszę... Nie idź- wyszeptałam.
Nie przeżyłabym tego.
- W porządku, mała- Carter uspokoił mnie.- Nic mi nie będzie.
Przypomniałam sobie o moim spostrzeżeniu z czasu ataku na wartownię.
- Idę z tobą- rzuciłam.
Fene Rohkea spojrzał na mnie. W jego oczach kryła się wściekłość, a to znaczyło, że miał wobec mnie inne plany. Na nieszczęście dla niego, nie jestem typem osoby, której można cokolwiek narzucać.
- Drugi Oddział Dzieci Pustyni wyrusza na Długą Służbę, w celu odnalezienia Amona, syna Atafa!- oznajmiłam.
Jomuel przyglądał mi się z rozbawieniem.
- Też pójdę.
Spojrzałam na Lilith. Jej umiejętności bardzo by nam się przydały w drodze. Trzymała w ręce mały pakunek.
- To dla ciebie- podała mi go.
Podziękowałam, po czym schowałam prezent do worka.
- Nie zgadzam się na Długą Służbę waszego oddziału.
Uśmiechnęłam się. Tylko na to czekałam.
- W takim razie rozwiązuję Drugi Oddział Dzieci Pustyni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz