Rozdział szósty?

Wzrokiem poszukałam kogokolwiek, kto na mój widok nie marszczy czoła, lub komu nie znika z twarzy uśmiech. Nie było wielu takich osób. Dziewczyny za mną nie przepadały, a chłopcy się mnie bali. Ale nie dziwię się im. Bo jak tu się nie bać dziewczyny, która przynosi z nocnego patrolu największy dotąd upolowany okaz samicy Paimona i wraz ze swoim podwładnym odpycha atak na wartownię?
Westchnęłam zrezygnowana i ruszyłam w stronę warsztatu Lilith. Po drodze zahaczyłam o magazyny i zabrałam stamtąd surowce zdobyte tej nocy. Magazynier Sofar wydał mi dwa wielkie worki zawiązane lnianym sznurkiem.
- To wszystko z dzisiaj?- spytał.
Skinęłam głową, na co gwizdnął pełen podziwu.
Zarzuciłam worki na plecy i ruszyłam w stronę warsztatu. Lilith czekała na mnie przed drzwiami.
- Neto Rohkea. Kto by się spodziewał?- uśmiechnęła się.
Wzięła ode mnie jeden z worków i wniosła go do środka.
- No. Zobaczmy, co ty tam masz...
Założyła grube gogle i rozwiązała wór. Wyciągnęła na stół jego zawartość i posortowała surowce.
- Paimon, Chaki i...- głos jej zamarł.- Ukko?
Jej oczy zalśniły.
- Pierwszy raz widzę jego sierść z bliska! To wasza robota?- spytała zafascynowana.
- Taaa... To ten co zakradł się do wartowni- wyjaśniłam.
Błysk w jej oczach świadczył o tym, że w swoich niezliczonych księgach ma wiele przydatnych elementów, które można z tego wszystkiego stworzyć. Zgodnie z moimi przypuszczeniami, podeszła do wielkiego regału i zaczęła przeszukiwać książki. Po kilku minutach wyciągnęła gruby tom i otworzyła go w miejscu zaznaczonym zieloną zakładką.
- Jakie elementy chcesz?- spytała.
Wzruszyłam ramionami z uśmiechem na ustach.
- To nie ja się na tym znam.
Zostawiając Lilith inicjatywę, miałam pewność, że otrzymany przedmiot będzie wytrzymały i użyteczny. Do teraz używałam pasa, który skonstruowała dla mnie dwa lata temu, po mojej pierwszej warcie.
- Jakaś konkretna kategoria cię interesuje?- spyała.
Pokręciłam głową.
Po chwili wyciągnęłam zza pasa kilka fiolek i dwa rogi.
- Jest jeszcze to- rzuciłam.
Pokiwała głową, po czym zebrała wszystko ze stołu i podeszła do wysokiego biurka.
- Potrzebuję czasu- stwierdziła.- Dużo czasu... Przyjdź jutro po południu.
Skinęłam głową i, aby jej nie przeszkadzać, wyszłam z warsztatu, zamykając za sobą drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz