Rozdział trzynasty?

Twarz Maata była spokojna.
Amy podniósł się. On również chwiał się na nogach.
- Coyote, kurwa. Zabierz ich stąd. To nie jest przeciwnik na ich poziomie.
Ale Coyote go nie słuchał. Wpadł w furię. W jego dłoni znalazł się nagle krótki nóż.
Carter stał jak sparaliżowany.
Maat uśmiechnął się.
- No dalej- zachęcił go.- Jeśli go nie powstrzymasz, on umrze.
- Co masz na myśli?- spytał Carter.
- To nie ja ich pokonałem- wskazał resztę.- To ON.
Na horyzoncie pojawił się cień. Był ogromny.
- Czy to?
- Jigar? Ależ skąd.To Faris.
Stwór był przerażająco szybki.
- Ale... Musimy ich stamtąd zabrać!
Maat pokręcił przecząco głową.
- Nie wychodźcie poza teren Bramy.
- I mamy ich tam zostawić?!
Carter sięgnął po broń.
- Jeśli będzie trzeba, pokonam to coś.
Loki przyjrzał się stworowi. Na jego twarzy zawitał szeroki uśmiech.
- Neto- zaczął.- Pamiętasz jak raz Generał się wkurzył, bo bez jego zgody wyruszyliśmy, żeby pokonać stwora nawiedzającego pobliską wioskę?
Skinęłam głową.
- Nie był to przypadkiem Faris?- spytałam.
Tym razem on skinął głową.
- Jak to?- zdziwił się Maat.- Przecież Faris jest na zbyt wysokim poziomie dla was.
- Może i tak, ale on jest sam, a my... Nie mamy już Mary ani Orcusa. Masz rację, Maat.
Carter roześmiał się.
- A po co nam oni?- spytał.- Poradzimy sobie bez Mary, bo ona i tak zawsze zostawała na Bramie. Poradzimy sobie bez Orcusa, bo on i tak nic wtedy nie zrobił, bo leżał w gorączce. Damy sobie radę Neto, bo MUSIMY. Musi nam się udać. Dla Coyote'a, Amy'ego, Marou i Dagona.
Skinęłam głową.
- Masz rację. Przepraszam.
- W porządku. A teraz chodźmy skopać tyłek Farisowi!
Loki uśmiechnął się.
- To przywołuje wspomnienia.
Wybiegliśmy spod bezpiecznej Bramy, zostawiając Coyote'a i zdezorientowaną Lilith.
Maat stanął nam na drodze.
- Nie wiem, jak pokonaliście tamtego Farisa, ale ten to zupełnie inna liga. Jest na poziomie... Conajmniej Paimona!
Carter wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Z Paimonami radzimy sobie bardzo dobrze.
Faris był już dość blisko.
- Carter! Idź z lewej!
Skinął głową i skierował się we wskazanym kierunku.
- Loki! Weź prawą stronę.
Zatrzymałam się. Stwór zrobił to samo. Bacznie obserwował każdy mój ruch. Zrobiłam krok w przód. Faris stał w miejscu.
- Carter, Loki- szepnęłam.- TERAZ!
Faris cofnął się. Loki wystrzelił. Carter skoczył na grzbiet stwora. Dalej wszystko działo się zbyt szybko. Obok mnie stanął Maat.
- Jestem pod wrażeniem. Udało się wam go unieruchomić. Co dalej?- spytał.
- Dalej muszę cię zostawić.
Wyciągnęłam zza pasa dwa noże, skoczyłam i wbiłam je jak najwyżej. Faris zawył. Nie zwróciłam na to uwagi. Wspinałam się po jego pancerzu, raz za razem wyciągając i ponownie wbijając ostrza.
Farisy wyglądały jak lekko opierzone, ogromne pancerniki. Ich pancerze były bardzo miękkie i lekkie.
Carter był już przy uchu stworzenia.
Rzuciłam mu mały granat dźwiękowy. Odbezpieczył go, wrzucił do ucha zwierzęcia i zsunął się na dół.
Po chwili oboje byliśmy już na ziemi.
Jednak nadal nie było bezpiecznie. Obok mnie znalazł się Loki. Chwilę później dołączył do nas Carter. Granat wybuchł.
To była chwila. Faris zawył przeraźliwie, po czym zwalił się na ziemię. Podeszłam do niego i wyszarpnęłam swoje noże.
Maat otworzył szeroko oczy.
- Czyżbyś była Neto, córką Generała Fene Rohkea i siostrą Jomuela?- spytał.
- Znasz Jomuela?- zdziwiłam się.- Kim ty w ogóle jesteś?
- Jestem Maat- odparł.
- Fakt. Że też sama się nie domyśliłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz