Po chwili wstałam i przeciągnęłam się. W kącie leżała zwinięta Lilith. Najwyraźniej jeszcze spała.
Moją uwagę przykuł hałas w kolejnym pomieszczeniu. Idąc w tamtą stronę potknęłam się o śpiwór Cartera. Coś syknęło. Kopnęłam śpiwór. Z jego wnętrza wypadła mała kulka sierści.
- Carter!- krzyknęłam.
Chłopak pojawił się z kubkiem wody w ręce i szczoteczką między zębami.
- Szo (Co)?
- Co tu robi Fred?- spytałam.
- Szpi (Śpi)- rzucił.
- To widzę. Ale dlaczego tutaj?
Uniósł dłoń, po czym zniknął. Po chwili pojawił się z małym ręcznikiem przy twarzy.
- Miałem go zostawić w wiosce? Według ciebie byłbym w stanie go zostawić na pastwę Saameda?- spytał.- A może z twoim ojcem?
Westchnęłam.
Nie byłby w stanie.
Zapadła niezręczna cisza.
- A co wy tacy ponurzy od rana?- spytał Coyote, przechodząc przez Bramę.
Nagle rozległ się krzyk.
Coyote obejrzał się i stanął jak wryty. Carter stanął obok niego w pełnej gotowości.
- Chyba będę potrzebował waszej pomocy- stwierdził ponuro Coyote.
Podeszłam do Bramy.
Na piasku stała postać. Dookoła niej stała reszta Pustynnych Węży. Zostali pokonani.
Odruchowo sięgnęłam po jeden z noży zatkniętych za pas.
Carter chwycił mnie za nadgarstek.
- Tym razem się przyjrzyj.
Spojrzałam na postać. Jej długie włosy były prawie białe. W dłoniach nie miała żadnej broni. Okryta była czarnym płaszczem. Postać odwróciła się w naszą stronę.
- Kto to?- spytałam.
Coyote zacisnął pięść.
- Me imię brzmi Maat- szepnęła postać.
Jej głos był donośny. Spojrzałam w puste oczy.
- Co to jest?- spytała zaspana Lilith.
- Maat- rzucił Carter.
W tym momencie Amy podniósł głowę.
- Coyote...- zaczął- Za-zabierz ich stąd.
Coyote przygryzł wargę.
- Na co czekasz?- spytał Amy.- ZABIERAJ ICH STĄD!
Marou wstał. Chwiał się na nogach i wyglądał, jakby zaraz miał upaść.
- Damy sobie z nim radę, więc się nie wtrącajcie.
Coyote opuścił wzrok, po czym podniósł go i hardo spojrzał w twarz Maata.
- Myślisz, że kim do cholery jesteś? Jakimś pierdolonym aniołem?- spytał.
- Jestem kimś więcej niż aniołem- stwierdził Maat.
- Tym gorzej dla ciebie, bo tak się składa, że ja, Coyote Ovela, nie wierzę w anioły!
Jego oczy płonęły wściekłością.
Spojrzałam na Cartera.
On też nigdy wcześniej nie widział takiego Coyote'a.
Moją uwagę przykuł hałas w kolejnym pomieszczeniu. Idąc w tamtą stronę potknęłam się o śpiwór Cartera. Coś syknęło. Kopnęłam śpiwór. Z jego wnętrza wypadła mała kulka sierści.
- Carter!- krzyknęłam.
Chłopak pojawił się z kubkiem wody w ręce i szczoteczką między zębami.
- Szo (Co)?
- Co tu robi Fred?- spytałam.
- Szpi (Śpi)- rzucił.
- To widzę. Ale dlaczego tutaj?
Uniósł dłoń, po czym zniknął. Po chwili pojawił się z małym ręcznikiem przy twarzy.
- Miałem go zostawić w wiosce? Według ciebie byłbym w stanie go zostawić na pastwę Saameda?- spytał.- A może z twoim ojcem?
Westchnęłam.
Nie byłby w stanie.
Zapadła niezręczna cisza.
- A co wy tacy ponurzy od rana?- spytał Coyote, przechodząc przez Bramę.
Nagle rozległ się krzyk.
Coyote obejrzał się i stanął jak wryty. Carter stanął obok niego w pełnej gotowości.
- Chyba będę potrzebował waszej pomocy- stwierdził ponuro Coyote.
Podeszłam do Bramy.
Na piasku stała postać. Dookoła niej stała reszta Pustynnych Węży. Zostali pokonani.
Odruchowo sięgnęłam po jeden z noży zatkniętych za pas.
Carter chwycił mnie za nadgarstek.
- Tym razem się przyjrzyj.
Spojrzałam na postać. Jej długie włosy były prawie białe. W dłoniach nie miała żadnej broni. Okryta była czarnym płaszczem. Postać odwróciła się w naszą stronę.
- Kto to?- spytałam.
Coyote zacisnął pięść.
- Me imię brzmi Maat- szepnęła postać.
Jej głos był donośny. Spojrzałam w puste oczy.
- Co to jest?- spytała zaspana Lilith.
- Maat- rzucił Carter.
W tym momencie Amy podniósł głowę.
- Coyote...- zaczął- Za-zabierz ich stąd.
Coyote przygryzł wargę.
- Na co czekasz?- spytał Amy.- ZABIERAJ ICH STĄD!
Marou wstał. Chwiał się na nogach i wyglądał, jakby zaraz miał upaść.
- Damy sobie z nim radę, więc się nie wtrącajcie.
Coyote opuścił wzrok, po czym podniósł go i hardo spojrzał w twarz Maata.
- Myślisz, że kim do cholery jesteś? Jakimś pierdolonym aniołem?- spytał.
- Jestem kimś więcej niż aniołem- stwierdził Maat.
- Tym gorzej dla ciebie, bo tak się składa, że ja, Coyote Ovela, nie wierzę w anioły!
Jego oczy płonęły wściekłością.
Spojrzałam na Cartera.
On też nigdy wcześniej nie widział takiego Coyote'a.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz