Po tych słowach zapadła cisza.
Lilith cały czas była strasznie blada. Carter też był nieswój. Ale nie ma się co dziwić. Nawet tu rzadko spotyka się ludzkie trupy.
Jednak mnie dodawało to w pewien sposób otuchy. Tam, gdzie był trup, byli też ludzie. A tam, gdzie byli ludzie, znaleźć można schronienie i ciepły posiłek.
Szliśmy przed siebie przez kolejną godzinę.
Nagle Loki zatrzymał się.
- Co jest?- spytał Carter.
Blondyn uciszył go ruchem ręki. Następnie pochylił się nad ziemią i wskazał nam cienką, metalową żyłkę.
- Tylko jedna osoba takich używa- Carter wyraźnie się ucieszył.
Spojrzeliśmy na wzgórze przed nami. Stało tam czterech mężczyzn. Jeden z nich ruszył w naszą stronę.
- Coyote!- krzyknął Carter.
Coyote pomachał do niego.
- Co tu robicie?- spytał.
- Odkrywamy nowe tereny- wyjaśniłam.
- Długa Służba?- zdziwił się Coyote.
Skinęłam głową, na co gwizdnął z podziwem.
- I Fene się na to zgodził?
Uśmiechnęłam się zakłopotana.
- W sumie to nie miał wyboru.
Coyote uniósł brew.
- Więc zabierasz mojego małego Cartera tam gdzieś?- spytał.
Skinęłam głową.
- I idzie tylko wasza czwórka?- upewnił się.
Ponownie skinęłam głową.
- No to w porządku...
- A ty co tu robisz?- spytał podejrzliwie Loki.
Coyote zignorował go i ruszył w stronę swojego oddziału.
- Hej!- krzyknął Loki.
Piąty Oddział Pustynnych Węży odwrócił się od nas. Cała czwórka stała tyłem do nas.
- Coyote? Co się stało?
Zielonowłosy Amy, stojący po prawicy Coyote'a, spojrzał na nas przez ramię. W jego spojrzeniu kryło się rozbawienie.
- Co to za wypłosz?- spytał wkurzony Carter.
- Amy, prawa ręka twojego przyszywanego brata- rzuciłam.
- Nie kojarzę.
Amy uśmiechnął się, jakby słysząc naszą rozmowę. Było w nim coś niepokojącego.
- Kim on właściwie jest?- spytała Lilith.- Nie przypominam sobie, abym widziała go w wiosce.
- Bo nie był tam od ośmiu lat- wyjaśnił Loki.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Jak to? To jest TEN Amy?!
Skinął głową.
W tym czasie oddział Coyote'a zniknął nam z oczu. Carter przyspieszył.
- Nie goń ich- rozkazałam.
Zignorował mnie.
- Carter!
Zacisnął zęby i zatrzymał się.
- Przykro mi, Neto, ale jest coś, co muszę zrobić- rzucił.
Pobiegł za Pustynnymi Wężami.
- Carter? Carter!
Ruszyłam za nim. Gdy dotarłam na wzgórze, zatrzymałam się. Chciałam iść dalej, jednak moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Przed sobą widziałam plecy Amy'ego. W ręce trzymał specyficzną broń Pustynnych Węży.
- Amy? Gdzie jest ten idiota?- spytałam.
Koło mnie stanął Loki. Lilith została z tyłu.
- Amy, co tu się stało? Gdzie Carter?
Amy odwrócił się powoli. Jego koszula była zakrwawiona. Bat również. W drugiej dłoni trzymał zabrudzony kawałek materiału. Spojrzałam na jego twarz. Również była we krwi. Oczy miał zamknięte. Gdy je otworzył, cofnęłam się. W jego spojrzeniu kryła się żądza krwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz