Carter był na wyczerpaniu. Ciężko oddychał, a jego źrenice zwęziły się. Widziałam go w takim stanie tylko raz i wiedziałam, że długo tak nie pociągnie. Potrzebował pomocy, a ja nie mogłam nic zrobić.
- Carter... Wiesz, gdzie jest Amon?- spytała Lilith.
Milczał.
- Carter...- w jej oczach pojawiły się łzy.
- Więc nic wam nie powiedział?- zdziwił się Maat.- Jaka szkoda. Więc o tym, co się stało z Amonem pewnie też im nie powiedziałeś?
Zamarłam.
- Co się stało z Amonem?
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Jeśli go szukacie, przestańcie. To bezcelowe. Neto, chyba nie chcesz aż tak narażać swojej drużyny, co?
Odsunął się, unikając ciosu Cartera. Nagle wokół jego dłoni owinął się skórzany bicz.
- Nie sądzisz, że jeśli chcą go szukać, to powinni to zrobić bez względu na wszystko? Nie jesteś Maatem, którego znam. Nie jesteś naszym przyjacielem. I może Pustynne Węże nie mają z tobą żadnych szans, dzieciaki też nie... Ale nie lekceważ mnie, dziwaku- głos Coyote'a był stanowczy i podirytowany.
- Coyote Ovela... Kimże jesteś, że nie należy cię lekceważyć?- spytał Maat.
Coyote wyszczerzył kły.
- Jestem twoim najgorszym koszmarem.
Zawiał wiatr, rozwiewając długie włosy Maata. Uśmiechnął się i zamknął oczy.
- Dolor- wyszeptał.
Coyote zrobił krok w jego stronę i zamarł. Nagle zgiął się w pół, a jego twarz wykrzywił grymas bólu. Zacisnął pięść na rękojeści bicza.
- Coyote? Co się dzieje?- spytał zaniepokojony Carter.
- Dolor, ból. Przeżywa ból- wyjaśnił Maat.
- Co mu zrobiłeś?
Nie odpowiedział. Stał tak z uśmiechem.
Coyote powoli brnął przed siebie. Białowłosy uniósł brew ze zdziwieniem.
- Gravi.
Coyote zawył z bólu i opadł na ziemię. Carter w jednej chwili znalazł się przy nim.
- Co mu zrobiłeś?- spytał.
Jego twarz zakrywały jego długie, czarne włosy, jednak wiedziałam, że był wściekły. Nie potrafił się opanować, gdy komuś z jego bliskich groziło niebezpieczeństwo. Wiedziałam również, że jeśli nikt go nie powstrzyma, rzuci się na Maata, a w takim stanie nie ma szans.
- Odpowiedz...
- Gravi, silny ból. Przeżywa silny ból.
Zacisnął pięść. Nagle rozległ się strzał i mały, srebrny pocisk trafił Maata w ramię. Coyote opadł bezwładnie na piach.
- COYOTE!- Carter dopadł go.
Zacisnęłam oczy. Byłam wściekła. Ja, córka jednego z Generałów, byłam bezsilna wobec nieznanego mi człowieka. To moja wina, że cierpieli. To moja wina...
Zanim zdążyłam zareagować, moje ciało zaczęło samo się poruszać. Chwyciłam leżący na ziemi sztylet i wyrzuciłam go w powietrze. Wyskoczyłam i kopnęłam go. Poleciał w stronę Maata i wbił się w jego łokieć. Dopiero teraz zauważyłam, że trzymał w dłoni pistolet Lokiego. To z niego Coyote dostał.
Moje ciało przeszył dreszcz wściekłości.
Nagle poczułam się... Silna.
Wiatr rozwiał moje włosy. Uśmiechnęłam się.
Lilith spojrzała na mnie zdziwiona i zamarła. Patrzyła na mnie z przerażeniem.
W jednej chwili znalazłam się przed Maatem. Zacisnęłam dłoń i uderzyłam... A przynajmniej taki miałam zamiar. Ktoś złapał mnie za nadgarstek i zatrzymał cios. Spojrzałam z wściekłością na Cartera.
- Puść mnie- warknęłam.
- Odmawiam.
Był spokojny i wiedział, co robi. O mnie tego nie można powiedzieć.
- Puść!
- Uspokój się, Neto. Nie jesteś sobą.
Złapał mnie w pół i odciągnął od białowłosego.
- Carter... Nie próbuj mnie powstrzymać.
- Tak tylko przypominam, że nigdy nie udało ci się mnie pokonać- uśmiechnął się.
Spróbowałam mu się wyrwać.
- Pacem- szepnął Maat.
Poczułam jak ta dziwna siła opuszcza moje ciało. Powracała świadomość.
Zamrugałam i rozejrzałam się.
Maat zniknął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz