Rozdział piętnasty?

Zacisnęłam dłoń na rękojeści. Nie wiedziałam, co robić.
Maat przyjrzał mi się uważnie. Nie poruszył się, jednak jeden z dotychczas trzymanych przezeń noży przeleciał tuż obok mojego policzka.
Nie zdążyłam zareagować. Obróciłam się i otworzyłam szeroko oczy.
Nóż wbił się aż po rękojeść między oczy Farisa. Ten zatrzymał się tuż za Lilith.
Po chwili opadł na piach. Był już martwy. Z całą pewnością Maat był niebezpiecznym przeciwnikiem.
Postanowiłam grać na czas.
- Dlaczego nie zabiłeś go wcześniej?
Wzruszył ramionami.
- Nie było takiej potrzeby.
Kątem oka spojrzałam wgłąb Bramy. Jego wzrok podążył za moim.
Teraz albo nigdy!
Skoczyłam w przód i wylądowałam tuż przed nim.
Byłam jednak zbyt wolna.
Carter stanął między Maatem a mną i pozbawił go broni, unieruchamiając go.
- Carter! Nic...- zamarłam.
To nie był Carter. W jego oczach nigdy nie było aż takiej wściekłości.
- Idź stąd, Neto- syknął.
Cofnęłam się. Lilith pociągnęła mnie za rękę.
- Chodź, Neto. Carter sobie poradzi.
Maat obserwował nas swoimi pustymi oczyma. Zrobiłam krok w stronę Bramy.
Lilith zatrzymała się na wydmie. Piach pod jej stopami zaczął się zapadać.
- Lilith! Odsuń się stamtąd!
Maat spojrzał w jej stronę w momencie, gdy ogromny Chac wyskoczył spod piachu. Lilith krzyknęła.
W jednej chwili Carter znalazł się przy niej i złapał go za głowę.
- W porządku?- spytał.
Niepewnie skinęła głową.
Maat uśmiechnął się.
W jednej chwili w stronę Cartera leciał drugi nóż.
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować przeciął ciało kolejnego Chaca na pół. Stwór zawył i opadł na ziemię.
Carter spojrzał na niego z wyższością, skręcił kark temu pierwszemu i wypuścił truchło z rąk. Powiedział coś Lilith i podszedł do Maata.
- To ciebie wtedy widziałem?- spytał.
Maat spojrzał na niego uważnie.
- Wtedy?- spytał, nie okazując żadnych emocji.
- Wtedy. Wtedy, gdy Amon zaginął.
Wzdrygnęłam się.
- Amon? Carter, wiesz, gdzie jest Amon?!
- Nie wtrącaj się! Miałaś iść do środka!
Zacisnęłam pięść. Cała nasza wyprawa sprowadzała się do odnalezienia i sprowadzenia Amona z powrotem, a ten idiota, wiedząc, gdzie on może być, nie mówi nic.
- Nigdzie nie idę, dopóki nie powiesz mi wszystkiego!
Spojrzał na mnie z wściekłością. W jego oczach pojawił się dziwny błysk, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
- Idź- warknął.
Maat spojrzał na niego i uśmiechnął się.
- Czyżbyś nie chciał rozmawiać o Amonie, chłopcze? Nie chcesz im powiedzieć, co zrobiłeś?
- ZAMKNIJ SIĘ!- Carter rzucił się na niego.
Białowłosy blokował wszystkie jego ataki. Czułam, że powinnam stamtąd uciekać, że Carter sobie poradzi, że to nie moja walka. Wiedziałam, co powinnam zrobić, ale nie mogłam się do tego zmusić. Stałam tak na wzgórzu w kompletnym bezruchu, nie mogąc zrobić ani kroku. Kolejny raz poczułam się bezsilna. Ostatnio dość często mi się to zdarzało. Nienawidziłam tego.
Zacisnęłam zęby i próbowałam zmusić się do jakiegokolwiek ruchu.
- O co chodzi, Carter? Nie chcesz, żeby wiedzieli, że to przez ciebie? Nie powiedziałeś im?- z gardła Maata rozległ się okropny, przeraźliwy rechot.
Lilith spojrzała na Cartera. Była blada jak ściana, ręce jej drżały.
- Carter?- spytała. Wzdrygnął się na dźwięk jej głosu. Był zachrypnięty i jakby... Pozbawiony życia.- O czym on mówi?
Carter znieruchomiał. Doskonale wiedział, że nie tylko Mara dużo zawdzięcza Amonowi. Po tym jak zniknął, cała wioska pozostała bez kogoś, kto choć trochę znałby się na medycynie lepiej niż wyleczenie zwykłego przeziębienia. Prawda była taka, że każdy z mieszkańców potrzebował kiedyś jego pomocy, więc teraz wszystkim zależało na jego powrocie. Nie wszyscy jeszcze spłacili swój dług. Jedną z takich osób była Lilith. Wielokrotnie proponowała Amonowi swoje darmowe usługi jako kowala, ale nigdy z nich nie skorzystał. Twierdził, że kiedyś będzie naprawdę potrzebował pomocy i wtedy będzie wiedział do kogo się zwrócić. Lilith, Mara, Loki, Carter, ja. Każde z nas usłyszało od niego te same słowa. I choć każde z nas o tym wiedziało, nikt nie ośmielił się tego powiedzieć.
Ta chwila właśnie nadeszła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz